Epitafium dla Haliny

Epitafium dla Haliny

Adresat

Halina Mozil
NIEBO

Droga Halinko!

Mam nadzieję, że w dzisiejszych czasach, w dobie komunikacji międzyplanetarnej i satelitarnej ten list dotrze do Ciebie. Siedzisz sobie pewnie teraz na chmurce i patrzysz na nas z góry pełna trosk i obaw o polskich emigrantów w Danii tęskniących za ojczyzną, walczących z przeciwnościami losu, kłopotami na rynku pracy, problemami integracji w duńskim środowisku itp.

Spoglądasz na ten ziemski padół i jak zwykle martwisz się:

  • o męża- jak sobie radzi Rostek?
  • o syna- czy aby Czesio czegoś znowu nie palnął w telewizyjnym wywiadzie?
  • o córkę – jak sobie daje radę bez Ciebie Irenka z wychowaniem maleńkiej Lidii, jednocześnie kontynuując uniwersyteckie studia?
  • o wnuczkę – czy mała będzie mówiła po polsku?
  • o ogród – czy wypielony i dostatecznie podlany?
  • o to, czy duńskie władze przenaczą wystarczające fundusze, aby wspierać system nauczania polskiego języka w Danii?
  • czy dzieci polskich emigrantów, które uczyłaś latami języka przodków, zachowają zdolność płynnego posługiwania się polską mową?

Ty, polonistka, absolwentka Uniwersytetu Jagllońskiego w Krakowie, bardzo o to walczyłaś, aby język polski był ich drugim językiem, aby poprawnie nim się posługiwały, znały polską literaturę, polską kulturę, przysłowia, tradycje i polskie obyczaje.

To Ty byłaś współzałożycielką Towarzystwa Krzewienia Oświaty Polskiej w Danii – organizacji, która działa od roku 1997 prężnie do dziś dzięki grupie emigrantów – polskich pedagogów zapaleńców, entuzjastów tworzenia systemu nauczania języka polskiego na terenie całej Danii.

Działałaś równie aktywnie jako członek polonijnego klubu dyskusyjnego Agora w Kopenhadze.

Urodziłaś i wychowałaś dwoje wspaniałych dzieci. Dałaś im podstawy i wszczepiłaś zasady, aby wyrosły na uczciwych i prawych ludzi. Przyzwoitość i patriotyzm w Twoich ustach to nie były górnolotne słowa i frazesy. Nauczyłaś je zrozumienia, miłości i szacunku dla Polski. Nauczyłaś je samodzielnego myślenia. Powtarzałaś – „Starajcie się mieć własny pogląd na każdy temat i cywilną odwagę, aby nie bać się głosno go formułować”.

Twój syn –Czesław- ukończył Królewskie Konserwatorium Muzyczne w Kopenhadze i powrócił do Polski na stałe, gdzie szybko zdobył sympatię, uznanie i popularność jako muzyk wykonawca i wytrawny kompozytor. Byłaś z Niego bardzo dumna ale i wymagająca.

Pamiętam nasze pedagogiczne dyskusje na temat kształcenia i wychowania młodzieży w dzisiejszych czasach – czy wskazywać im autorytety do naśladowania, czy też pozwolić na poszukiwanie własnych dróg, ideałów i idoli.

Według Ciebie każdy człowiek zasługiwał na szacunek i miał prawo, aby zawrócić z uprzednio wybranej drogi życiowej jeśli nie poczuł się usatysfakcjonowany np. wyborem zawodu czy zmianą kierunku studiów. Każdy miał prawo do drugiej szansy.

Twoje metody edukacyjno-wychowawcze zaowocowały nie tylko sukcesami Twoich dzisiaj dorosłych dzieci, ale i dużej grupy młodzieży polonijnej, którą cierpliwie uczyłaś języka polskiego. Tu, w Danii, gdzie system edukacyjno-wychowawczy różni się znacznie od tego, do jakiego zostałaś przygotowana w Polsce, potrafiłaś wypracować własne metody, które przynosiły dobre rezultaty. To ta Twoja życiowa mądrość gwarantowała sukces.

Mimo nawału pracy nie odmówiłaś, gdy władze gminy kopenhaskiej zwróciły się do Ciebie o pomoc i przez kilka lat byłaś wraz z mężem rodziną zastępczą dla nastoletniej dziewczynki polskiego pochodzenia. Ty nie tylko uczyłaś dzieci języka ich przodków, ale często angażowałaś się z ogromnym taktem w ich problemy rodzinne i socjalne związane z integracją w duńskim świecie. Cierpliwie tłumaczyłaś rodzicom, którzy często zapracowani, nie zawsze widzieli sens, mieli czas, zapał i siły, aby dowozić dzieci do polskiej sobotniej szkoły, aby nie rezygnowali, nie pozbawiali dziecka możliwości, jakie w przyszłym dorosłym życiu zaowocują dobrą znajomością drugiego języka. Dla tych, dla których dojazdy do szkoły były zbyt dalekie, otworzyłaś swój dom, gdzie z pełnym zaangażowaniem prowadziłaś lekcjejęzyka polskiego.

Twój dom był tzw. domem otwartym, zawsze można  było wpaść tam bez zapowiedzi a

i goście z Polski, Ukrainy, Niemiec, Szwecji, Kanady, Rumunii i Irlandii byli często i serdecznie przyjmowani na krótsze i dłuższe pobyty.

Byłaś bardzo skromnym człowiekiem, nie narzucałaś swej obecności, zawsze na drugim planie, tłem dla innych, nikogo nie absorbując swoją osobą, jednakże każdy mógł liczyć na Twoje wsparcie.

No i te Twoje niezapomniane i smakowite kluski śląskie…

Odeszłaś nagle. Zamiast „żegnajcie” powiedziałaś „do zobaczenia”, wyjeżdżając na Wielkanoc do Polski a przecież planowałyśmy wspólnie z wnukami wakacje nad polskiem morzem w Dziwnówku. To miało być niezapomniane wspaniałe Polskie Lato 2015.

22 kwietnia w piękny wiosenny dzień, kiedy cała przyroda wokół budziła się do życia- kwiaty zaczynały nieśmiało kwitnąć, drzewa i krzewy zielenić, pękały pąki kasztanów na krakowskich Plantach – Ty odeszłaś cicho i niespodziewanie podczas pobytu w swojej ukochanej Polsce. Znienacka spadła na nas ta hiobowa wieść – niedowierzanie, smutek, szok i rozpacz.

Z nasion, które mi podarowałaś,  w moim ogródku wypikowały fiołki. Tego lata kwitły jak szalone. Zebrałam nasiona na przyszły rok. Czekają teraz na wysianie w kopercie z etykietą „Fiołki Halinki”. Będą mi Ciebie przypominały co roku. To bolesne wspomnienie.

Dziś Święto Zmarłych. Siedzisz sobie Halinko na chmurce i spoglądasz w dół. Nie matw się. Stopniowo do Ciebie wszyscy dołączymy a wtedy ……

W jesienny wieczór, taki jak dziś, urządzimy bal – Bal Polskich Emigrantów, którzy z wielu bardzo różnych powodów znaleźli się na obczyźnie.

Zapalam znicz w intencji spokoju duszy Twojej.

Dziękujemy Ci wszyscy, że byłaś.

Bardzo, bardzo, bardzo nam Ciebie brakuje.

 

HaKa, przyjaciele i koledzy z TKOP